No więc.. tak jak obiecałam!
PIERWSZA CZĘŚĆ MOJEGO OPOWIADANIA <3
Wczesnym
rankiem wyszłam z domu. Chłodny październikowy poranek przywitał mnie
uderzeniem w twarz swoim przenikliwym wiatrem. Kolejny poniedziałek, początek
tygodnia, wspomnienia wakacji coraz częściej przysłaniają mi szkolne obowiązki
i tylko odliczanie dni do szkolnego balu pomaga przetrwać. Dobrze, że w końcu
ustalili już termin i miejsce bo nie wyglądało to najlepiej po pierwszym
spotkaniu.
- Zabrałaś
kanapki? – z letargu wyrwała mnie krzycząca ze schodów mama.
- Zabrałam,
zabrałam – odpowiadam z przekąsem, bo chyba wszyscy na chodniku słyszeli o
moich kanapkach, a widok mamy w szlafroku na ganku rozbawił prawie wszystkich
na przystanku. Niech ten autobus wreszcie przyjedzie zanim mama zobaczy że
jabłko i jogurcik został na stole.
W końcu nadjeżdża mój powóz.
Żółty w niebieskie paski, zasyczał otwieranymi drzwiami i powitał brakiem
uśmiechu Pana kierowcy, który chyba jest tu za karę. Kolejny syk drzwi i
ruszamy w codzienną podróż do królestwa wiedzy.
Te same
przystanki, ci sami smutni ludzie, nikt nikogo nie pozdrawia, nie widzi,
generalnie codziennie to samo. Żeby tak chociaż coś dziwnego się stało albo
żeby spotkać kogoś sympatycznego, kogoś nowego, na kim przynajmniej będzie
można zawiesić oko albo pogadać w drodze do szkółki. Kolejny przystanek i znów
usypiający syk zamykanych drzwi. Nagle do prawie zamkniętych drzwi w ostatniej
chwili wskakuje jakiś gość.
- Kierowca
się nie ucieszy – pomyślałam, ale on tylko skarcił swoim poniedziałkowym,
porannym spojrzeniem spóźnialskiego podróżnika.
- Thank You very
much – rzucił nieznajomy do kierowcy i tym lekko przykuł moją uwagę.
- Anglik u
nas w autobusie? – pomyślałam i spojrzałam po raz drugi w jego stronę.
Nagle jakby
piorun strzelił mnie w głowę. Nie mogłam uwierzyć. Ten, którego zobaczyłam
stojącego w moim autobusie to był….. HARRY STYLES !!!!
- Nie
wierzę!!!! – krzyczałam w duchu i już nie ważne było że sprawdzian z chemii mam
mieć za pół godziny.
- Boże,
niech tylko na mnie spojrzy, niech tylko się uśmiechnie – myślałam
Nagle mnie
zatkało. Starsza Pani, która siedziała obok mnie, wstała i kierując się do
drzwi szepnęła;
- mam
nadzieję, że ten przystojniak się do Ciebie odezwie złotko. Ja już wysiadam, a
Ty patrzysz na niego jakbyś zobaczyła samego Stwórcę – z przekąsem dodała
staruszka.
Nie
odpowiedziałam nic, bo moje zaskoczenie przerodziło się w przerażenie.
- A co jeśli
faktycznie usiądzie obok mnie? – pomyślałam. Mamusia mówiła, żeby się
angielskiego uczyć bo nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. Ale ja
oczywiście mądrzejsza jestem i wolę poserfowować w necie niż się angielskich
czasowników i ich odmiany uczyć.
Mój idol
nagle ni stąd ni z owąd zagadnął coś do blondynki siedzącej dwa rzędy przede
mną.
- Ale
szczęściara - pomyślałam.
Ta chyba wiedziała z kim ma do czynienia bo
zamurowało ją i szaleńczo zaczęła czegoś szukać w torebce.
- Pewnie
chce mu podstawić kartkę po autograf – zazdrościłam w duchu i w myślach
wyrywałam jej już tę podpisaną karteczkę. Pomyślałam, że ja też mogę mieć taki
autograf i zaczęłam szperać w torbie w poszukiwaniu długopisu i kartki.